Przejdź do głównej zawartości

Ćwiczenia fizyczne przy dwójce dzieci

Nie jestem fit. Nigdy nie byłam i nie próbuję się stać. To po prostu nie leży w mojej naturze tak sobie podskakiwać do rytmu. Nawet za czasów młodości na parkietach wolałam zawsze rytmy R&B pozwalające mi kołysać się zmysłowo zamiast energicznie potrząsać darami natury. Ale, jakby na to nie patrzeć, coś z tej aktywności trzeba mieć, bo mówią - dieta 70%, ćwiczenia 30%. Można nie być fit, ale trzeba być zdrowym - a zdecydowanie szczuplejszym (w moim wypadku).



Nie wiem co sobie o mnie myślicie, ale nie należę do szczupłych dziewczyn. Nigdy nie należałam. Choć patrzę teraz na swoje zdjęcia sprzed pięciu lat i się zastanawiam "O co ci wtedy chodziło?! Jakie kompleksy?!" to i tak - nie pamiętam, kiedy miałam na sobie ostatni raz rozmiar 38. Zawsze miałam "wszystko na swoim miejscu" - biust, wobec którego większość mężczyzn nie przechodzi obojętnie, proporcjonalny do niego tyłek i talię, która, co tu dużo ukrywać (a jest co ukrywać!) - nie przypomina za nic parametrów Vivien Leigh z Przeminęło z Wiatrem. Myślałam o sobie: krągła, puszysta. Ale po drugiej ciąży na usta cisną się z goła inne epitety.



Utożsamiałam zawsze z Pulpecją Borejko z Jeżycjady: "Jeśli chodzi o Patrycję, była świadomą sybarytką. Wypluskała się w gorących odmętach, jak różowy, krąglutki wieloryb, po czym - wytarta i rozgrzana - odziała się ciepło i poszła do kuchni, gdzie nastawiła wodę na herbatę w czerwonym czajniku z obtłuczoną emalią. Właśnie rozkoszowała się makowcem (...)" (s.10). I podobnie, jak bohaterce - nigdy nie przeszkadzała mi moja uroda. I w zasadzie nadal nie przeszkadza. Tylko społeczny kontekst i parcie na tężyznę fizyczną zwracają mi subtelnie uwagę: "ogarnij się!".



No to próbuję, ale szczerze mówiąc - w dupie mam (sic!) diety, odchudzanie i sesje z trenerem fitness. No bo co... nie robię już wystarczająco dużo?

Wiedzieliście, że by spalić 100 kalorii należy:
- nosić niemowlaka na rekach przez 24 minuty
- sprzątać przez 26 minut
- gotować przez 34 minuty
- zmywać przez 40 minut
- myć podłogi przez 20 minut
- bawić się z dzieckiem przez 23 minuty
- pchać wózek z dzieckiem przez35 minut
- robić zakupy przez 38 minut?

No to bez jaj: noszę niemowlę 7,6kg od 8 do 18 średnio przez połowę tego czasu! (5 godzin - proszę bardzo - będzie z 1000 kalorii, jak nic!); sprzątam codziennie minimum te 26 minut, gotuję też codziennie i bywa, że dłużej niż pół godziny. Może nie zmywam 40 minut (bo zmywarka, wiadomo), ale z kwadranskik się trafi. Bawię się z dzieckiem, często trzymając dziecko na ręku - będzie z 500 kalorii. Spacer z wózkiem - a jak liczyć podwójny wózek - też razy dwa? Do tego zniesienie ich na dół, wniesienie gondoli, stelaża (chyba, że z lenistwa poproszę o pomoc przechodzącego akurat faceta)? Jak dla mnie z 500 kalorii jak nic! Jakby sobie to wszystko podliczyć: powinnam być na minusie. Bo jeszcze pranie, prasowanie (pasjami) i praca umysłowa!



Gdzie w takim razie moje spektakularne osiągi, to chudnięcie i smukła sylwetka? Okej, jestem 4 miesiące po porodzie i mam już 20 kilo mniej niż w dniu porodu, ale do wymarzonej sylwetki (albo chociaż tej sprzed 5 lat!) musiałabym wejść na szczyt mojej wytrzymałości fizycznej i po całej dniówce z maluchami robić jeszcze przebieżkę po dzielni, trzymać restrykcyjnie dietę i na spacerach zahaczać o outdoor gym przy placu zabaw. Ach, już wiem gdzie ten rozmiar 38 (poza tym, że w liceum, na zdjęciach z lat 90, albo po prostu na kimś innym)! Jest represjonowany przez wieczorne słodycze przed telewizorem. Celem złapania równowagi psychicznej i z mojego umiłowania do hedonizmu.



Proszę Państwa - niniejszym czynię odkrycie na miarę nobla. XL (a w porywach XXL) - tyle (mówiąc enigmatycznie) waży zdrowie psychiczne matki dwójki dzieci rok po roku.

Pozdrawiam,
O.

P.S.
Wszystkie zdjęcia pochodzą z mojego profilu Insta. Jest prywatny, więc chwilowo Was nie zachęcam do śledzenia, ale jeśli napiszecie, że tak, że chcecie - to rozważę, otworzę albo zrobię dla Was specjalny profil No.2 ;)

Komentarze

  1. "nigdy nie przeszkadzała mi moja uroda. I w zasadzie nadal nie przeszkadza. Tylko społeczny kontekst i parcie na tężyznę fizyczną zwracają mi subtelnie uwagę: "ogarnij się!".

    I tu jest pies pogrzebany. Zwyczajnie dobrze czulibyśmy się w swoich ciałach, gdyby nie otoczenie, gdyby nie standardy i ideały. Owszem, 30 kg nadwagi czy 20 kg niedowagi to już pewien problem, ale raczej zdrowotny. Ale tworzenie z tzw. zdrowego trybu życia (chwalebnego, oczywiście) religii i unieszczęśliwianie się przez restrykcyjne ograniczenia chyba nie jest właściwą drogą. Warto jeść zdrowo, warto się ruszać, ale nie warto się katować, zwłaszcza jeśli wyjściowo ma się określone pewne parametry (określona budowa ciała, spuścizna genetyczna, problemy z tarczycą, zwolniony metabolizm etc.).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, tak! To właśnie: "zwolniony metabolizm"! To mam!! :D

      Usuń
  2. Nawiasem mówiąc - o rany, świeże figi! Królestwo za świeże figi!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz.

Popularne posty z tego bloga

Z punktu widzenia mamy: Białka Tatrzańska - miejsce na urlop z dzieckiem?

Rodzinny wypoczynek w Białce Tatrzańskiej? To chyba jakiś żart. Wybierając to miejsce kierowałam się raczej udogodnieniami w hotelu i dobrą ofertą cenową, niż urokami miejscowości. No, bo kto z Was liczy na urocze i rodzinne chwile w zatłoczonym górskim top ten wakacyjnych wyjazdów?

Najgorzej byłoby chyba w samym Zakopanym. Białka Tatrzańska, Poronin i Bukowina Tatrzańska są na drugim miejscu jeśli chodzi o gwar, tłok i brak odpowiedniej infrastruktury urlopowo-dziecięcej. Samo miasto to tak na prawdę wieś biegnąca wzdłuż przelotowej trasy Zakopane-Nowy Targ. Ruch samochodowy jak w dużym mieście, chodnik wąski i tylko z jednej strony. Żadnych barierek - podziwiam rodziców puszczających swoje dzieci solo na takiej trasie. Wędrując z Kaniówki (gdzie mieszkaliśmy) do centrum Białki mija się najpierw enklawę pensjonatów dwugwiazdkowych i typowy polski, wakacyjny relaks. To oczywiście domy typu "U Joanny" czy "Pokoje u Basi" (przy dobrych wiatrach "Pensjonat pod Ta…

Siostra i brat, czyli jak nam się poukładały ostatnie dwa miesiące

"Będą jak bliźnięta. Już za rok córka będzie przekonana, że miała brata od zawsze" - powiedziała na którejś wizycie ginekolożka (pewnie na widok mojej niepewnej miny i generalnego zdenerwowania ówczesnym stanem rzeczy).

Moja siostra jest ode mnie dużo starsza. Kiedy ona szła do liceum, ja, gówniara, próbowałam śpiewać z playbacku Majkę Jeżowską na akademiach w podstawówce. Nie przyjaźniłyśmy się. Chciałam na siłę szybko dorosnąć, żeby się ze mną zakolegowała. W zasadzie się udało, ale dopiero całkiem niedawno. Wiadomo - mąż, dzieci, praca. Teraz, kiedy mamy jakąś wspólnotę doświadczeń dogadujemy się nawet nieźle. Wcześniej zdecydowanie nie. Dlatego chciałam, by moje dzieci miały więcej ze sobą wspólnego. Mała różnica wieku, którą im z mężem zafundowaliśmy miała temu sprzyjać. I muszę Wam napisać - jest bardzo dobrze!

Dzieciaki dogadują się ze sobą świetnie, mimo, że Polka porozumiewa się równoważnikami zdań (z lekką skłonnością ku sienkiewiczowsko-afrykańskiego diale…

Nie karmię piersią

Karmi się piersią. I już. I kropka. Niekarmienie piersią opatrzone jest współczującymi okrzykami, internetowym poklepywaniem po plecach i grupami wsparcia - bo wiadomo, że skoro piersią nie karmię, to musiało wydarzyć się coś absolutnie strasznego.

Nagłówki krzyczą, że w zasadzie nie trzeba mieć wyrzutów sumienia, że to nic złego, albo, że też można poczuć się jak pełnoprawna matka. Deprecjonujące podejście do niekarmienia piersią widać choćby w tych artykułach, które mówią, że od dziś już nie trzeba się tego wstydzić. Ergo - trzeba było (najwyraźniej do wczoraj), wyrzuty sumienia też trzeba było mieć. Wespół oczywiście ze świadomością szkody dla dziecka. Niekarmienie piersią - oblanie społecznego egzaminu z macierzyństwa.

Ale zaraz, chwileczkę. Zanim terrorystki laktacyjne zaczną piłować klawiaturę wyjaśnijmy kilka stałych w równaniu tego całego niekarmienia. Przede wszystkim nie twierdzę, że karmienie piersią jest mniej wartościowe. Nie twierdzę też, że karmienie butelką jest lepsze…