Przejdź do głównej zawartości

Z punktu widzenia mamy: Białka Tatrzańska - miejsce na urlop z dzieckiem?

Rodzinny wypoczynek w Białce Tatrzańskiej? To chyba jakiś żart. Wybierając to miejsce kierowałam się raczej udogodnieniami w hotelu i dobrą ofertą cenową, niż urokami miejscowości. No, bo kto z Was liczy na urocze i rodzinne chwile w zatłoczonym górskim top ten wakacyjnych wyjazdów?

Najgorzej byłoby chyba w samym Zakopanym. Białka Tatrzańska, Poronin i Bukowina Tatrzańska są na drugim miejscu jeśli chodzi o gwar, tłok i brak odpowiedniej infrastruktury urlopowo-dziecięcej. Samo miasto to tak na prawdę wieś biegnąca wzdłuż przelotowej trasy Zakopane-Nowy Targ. Ruch samochodowy jak w dużym mieście, chodnik wąski i tylko z jednej strony. Żadnych barierek - podziwiam rodziców puszczających swoje dzieci solo na takiej trasie. Wędrując z Kaniówki (gdzie mieszkaliśmy) do centrum Białki mija się najpierw enklawę pensjonatów dwugwiazdkowych i typowy polski, wakacyjny relaks. To oczywiście domy typu "U Joanny" czy "Pokoje u Basi" (przy dobrych wiatrach "Pensjonat pod Tatrami") z ogródkami przy drodze. Podwórka wyposażono tu w trampoliny, plastikowe place zabaw i wszelkiej maści sprzęt rekreacyjny z lat 90-tych rozłożony do opalania i podziwiania... drogi. Widoki żadne, bo wszystko zasłaniają inne domy i pensjonaty.

Dwa przystanki autobusowe dalej zaczyna się pierwszy sort jadłodajni. Karcma "U Chramca" wita wszystkich wjeżdżających do Białki. Jak głosi szyld: dania regionalne, pizza z pieca opalanego drewnem. Weszliśmy tam raz, kiedy na karku mieliśmy już pierwsze krople zbliżającej się ulewy. Makaron podły, pizza (jak to określił mój mąż) polska, rosół dla córeczki przesolony, rachunek na 50zł, w gratisie lizak - nie polecam. Dalej czarna dziura i nagle, przemiła niespodzianka - Herbaciarnia "Pod złotą łyżwą".

To miejsce zupełnie nie pasuje do gór, a do bezguścia Białki już zupełnie nie! Nie tylko ładne i stylowe, ale do tego jeszcze z całą gamą przepysznych deserów. Piszę to przekupiona miłą obsługą i zachwytem Polki na widok olbrzymiej bezy na talerzyku.








Wnętrze ciut wiejskie, bardziej pasujące, moim zdaniem, do nadmorskiego kurortu, niż do tatrzańskich klimatów. Stare stoły, stylowe dekoracje, przesłodzony asortyment (jak to w cukierniach bywa). Ceny do niskich nie należą, ale też porcje sowite, obsługa przemiła, a anturaż potraw rekompensuje nie aż tak dużą nadpłatę. Ogród to prawdziwa gratka dla dzieci - zadbany, pełno w nim kwiatów. Szkoda, że nie ma w "łyżwie" żadnych zabawek, kredek, czegokolwiek, co zajęłoby najmłodszych, ale już trudno, nie można mieć przecież wszystkiego.

Na tym kończy się urok Białki Tatrzańskiej. Reszta przydrożnych restauracji nawet nie stała obok tradycyjnych, góralskich knajp. Więcej miejsca zajmują Lewiatan i inne spożywczaki drugiej klasy, niż jakikolwiek koloryt tatrzański.

Kilka bud z jedzeniem, kilka większych hoteli czy pensjonatów, dwa kościoły i słynne Termy Bania. Te akurat infrastrukturę mają niezłą - cały kompleks zbudowany jest, niczym małe, dopracowane w detalach miasteczko. Niestety dostępne to wszystko po przyjeździe samochodem - dojście na piechotę graniczy z cudem. Do term wiedzie wąska droga między murem cmentarnym a ogrodzeniami domów. Chodnika brak, za to samochodów cała masa. Z wózkiem podróż jest co najmniej ekstremalna.

Tyle atrakcji w Białce. Ogólnodostępnego placu zabaw nie ma. Jest to turbo drogi i dość daleko. Poza tym - dedykowany starszakom. Terma, za którą trzeba słono płacić, kilka bud z pamiątkami i duży ruch przy malutkim chodniczku.

Termę Bania w Białce planowaliśmy odwiedzić któregoś upalnego dnia, by trochę ochłodzić się w basenach. Na szczęście spotkana w hotelowej sali zabaw inna mama zdała nam relację ze swojego wypadu, w związku z czym wycieczkę odpuściliśmy. Gdybyście jednak reflektowali to wszystkie niezbędne informacje na temat kształtu obiektu, cen i promocji znajdziecie na stronie Term (klik).

Warto jednak pamiętać, że temperatura wody w termie to ok 38 stopni, więc ciężarne powinny poważnie zastanowić się nad wizytą w takim miejscu, a nawet skonsultować to wcześniej ze swoim lekarzem prowadzącym.

Same wody termalne są korzystne dla przyszłych mam i pozytywnie wpływają na ciało, więc z tej strony ograniczeń nie ma. Moim osobistym, lekko neurotycznym zdaniem, powinno się jednak unikać tak dużych kompleksów wodnych. Może myślę kategoriami córki dermatologa, ale jednak pół Polski, która zjechała na Podhale wejdzie w końcu do tych cudnych i odżywczych wód termalnych ze wszystkimi swoimi bakteriami i chorobami skóry. Kąpać się w takim bagnie indywidualnych schorzeń - nie, to nie dla mnie, zwłaszcza w ciąży, kiedy nie sposób się wyleczyć a można maluszkowi zaszkodzić. Lepiej w końcu dmuchać na zimne.

Poza tym odradza się ciężarnym gorące kąpiele - stąd wcześniejsza obawa, że może temperatura 38 stopni (wyższa niż ciała) będzie dla maluszka niekomfortowa? W końcu takaż gorączka zdecydowanie nie jest.

Za Termą Bania znajduje się jeszcze Kids Bania Ogród Zabaw. Szczegółowy opis atrakcji znajduje się na podstronie hotelu Bania (klik). Ceny odstraszają. Wstęp od 1 roku życia jest płatny i to nie mało, bo 15zł (z opiekunem), drugi dorosły już płaci za siebie całe 9zł (dane z ulotki, sierpień 2015). Nie wiadomo czy to na cały dzień czy może na godzinę. Atrakcje przewidziane dla najmłodszych nie są proporcjonalne do takiej ceny, bo są to:
  • olbrzymia karuzela z oponek;
  • bajkowa piaskownica - gigant, ok. 250m2, która jest wyposażona w różnego rodzaju urządzenia umożliwiające dzieciom zarówno aktywną jak i pobudzającą wyobraźnię zabawę;
  • podest do skakania, który sprawia dzieciom nielada frajdę, a lokalizacja wewnątrz piaskownicy zapewnia bezpieczeństwo;
  • animalsy, czyli bujaki na monety odpowiednie do kategorii wiekowej.
Już widzę, jak małe, roczne dzieci korzystają z automatów, nie spadają z podestu, samodzielnie obsługują karuzelę albo siedzą w ogromnej piaskownicy, nigdzie nie uciekają i absolutnie nie zmieniają zdania co 4 minuty (chcąc oczywiście wskoczyć na atrakcje dla starszaków).

Dla starszych dzieci więcej tam zajęć, ale warto pamiętać, że cały obiekt znajduje się na nieosłoniętej od słońca pustyni, więc zamknięcie tam dziecka na długo nie byłoby chyba najbardziej rozsądne. Dodatkowo ulotka ostrzega, że plac zabaw zawiera jeszcze dodatkowo płatne atrakcje (pewnie wspomniane już bujaki na monety, flipery czy inne automaty). Wyjście w takie miejsce należy dobrze przemyśleć, odpowiedzialnie zdecydować, czy nasze dziecko jest już na tyle duże, by wykorzystać bilet wstępu najlepiej jak się da i czy pogoda jest odpowiednia. Można wybrać się na spacer nieopodal (obiekt przy ulicy stoi) i podejrzeć jak tam jest (choć dojście, jak już wspominałam, jest kiepskie) - wcześniej obczaić teren zawsze dobrze :).

Na szczęście nie sama ulica tworzy słynną Białkę. Są jeszcze przecznice, wiodące do wyciągów narciarskich. Te tchną głęboką, polską wsią: zardzewiałymi traktorami, rozpadającymi się stodołami i oburzonymi krowami.

Gdzieniegdzie można dostrzec tabliczki informujące o szlakach turystycznych. Idąc ich tropem można wyjść niecałe 200-500 metrów w górę i już cieszyć oczy pięknem przyrody. Stamtąd widok na Tatry jest o wiele przyjemniejszy - nie zaśmieca go patchworkowy krajobraz do gruntu polskich pensjonacików turystycznych, stworzonych po to, by chlać piwo w pokojach po powrocie ze stoku narciarskiego. Nie wiem, może zimą jest tu lepiej, bo jak wszędzie w Polsce, i Białkę pokrywa biały (sic!) puch, który całemu Podhalu nadaje wygląd krainy jak z bajki. Dzwoniące w oddali końskie zaprzęgi kuligów wynajętych przez korporacje (ach te integracyjne wyjazdy za kiełbasą i przygodnym podrywem) przywodzą na myśl narciarskie wyjazdy w podstawówce, kiedy faktycznie śpiewało się pełną piersią Hej sokoły, a romanse przy ognisku kończyły się na nieporadnym chwytaniu się za ręce. Taką Białkę kupuję w całości, ale takiej już nie ma. To było prawie 20 lat temu, a od lat 90-tych sporo narosło tu jarmarczności i przypadkowości. Każdy dom inny, niby w jednym stylu, z opadającymi dachami, ale jednolitości żadnej. Obejścia takie sobie - cepry i tak zapłacą 50zł za nocleg. Po co się więc starać?







Żeby uciec od sielskiej-polskiej tatrzańskiej Białki można zawsze uciec w górę. Można wybrać któryś z szlaków wiodących do innych pobliskich miejscowości lub wjechać wyciągiem Kotelnica Białczańska i stamtąd podziwiać panoramę Tatr.

Wjazd wyciągiem krzesełkowym do najdroższych nie należy (w górę 7zł, w dół 5zł, łączony bilet 10zł, zniżki dla dzieci 5-12, 0-5 wjazd za darmo). Można np. wjechać sobie na górę i zejść szlakiem niebieskim w dół (trasa dostępna tutaj). Cały marszobieg w dół zajmie nie więcej niż 50 minut. Można też na Kotelnicę wejść, ale w obliczu taniości wjazdu - można też ze szczytu wyciągu odbić na inne szlaki i nieco powędrować: na Grześków Wierch, do Kaniówki, do Gliczarowa Górnego, a nawet do Bukowiny Tatrzańskiej. Wszystko to trasy od 1,5 do 2 godzin w jedną stronę. Można wracać tą samą trasą lub autobusem. Trafiamy też do dobrych baz gastronomicznych bo jednak miejscowości takie jak Bukowina obfitują w karczmy, karczemki i wszelakie bary z jedzeniem. Nie wiem, jak z trasami i och trudnością, ale nosidło dla dzieci zawsze da rade, a profile wysokościowe dostępne na mapie turystycznej (koniecznie kliknijcie w powyższe linki!) nie są straszne, trasy do przejścia nawet dla ciężarnych. Dodatkowo na załączonych mapach można podejrzeć przebieg szlaku na satelicie, więc wiadomo, który biegnie cienistym lasem, który polem, a który ruchliwą drogą.

Ta druga opcja zdecydowanie bardziej mnie przekonuje, bo gwar wiejsko-miejski niespecjalnie mnie zachęca do szczegółowej eksploracji z małym dzieckiem w wózku (którego nie znosimy obie, jak się okazuje).

Największym minusem Białki Tatrzańskiej jest jednak jej położenie. Ukryta za Bukowiną Tatrzańską i Jurgowem ma jakby widok trzeciej kategorii - ciągle coś te Tatry zasłania. Ponadto sam dojazd do baz wypadowych na tatrzańskie szlaki (Kiry, Kuźnica, Łysa Polana, Witów, Zakopane) zajmuje zawsze ok. godziny czasu.

Nawet, jeśli odległości nie są dalekie to zawsze można liczyć na korki w okolicach Zakopanego czy Poronina. Magia tych zatorów to prawdziwa sztuka iluzji, bo nic się tam nie dzieje, by owe korki powodować - a jednak się stoi - godzinę, pół. Szkoda tracić tyle czasu w aucie. Jeśli maluch śpi - super, ale zazwyczaj jednak nie śpi, więc uzbrojcie się w zabawki i dodatkową cierpliwość - jeśli wybieracie takie właśnie wycieczki.

Ostatecznie - jak już pisałam wcześniej - jeśli wrócimy, to poza sezonem. A jeśli miałabym raz jeszcze na 10 dni przyjechać w Tatry polskie - wybiorę totalne zapizdowo nie skażone turyzmem. Przynajmniej raz w życiu przeklinać będę brak ludzi, ciszę i spokój.

Pozdrawiam,
O.

Komentarze

  1. Olga, polecam Murzasihle! Żywej duszy tam nie było w zeszłym roku a i widoki na Tatry zacne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam dobrze, bywamy często, mamy spoko miejscówkę, ale reż ważne kiedy się jedzie - pamiętam, że Ty byłaś off season. Na 100% byłoby lepsze niż Białka, wiadomo, ale w sezonie wszystko ryzykowne...

      Usuń
  2. Jakaż jestem szczęśliwa, że trafiłam na twój blog :)
    Wspólnie z mężem i dwójką dzieci (7 syn+2,4 córcia) wybieram się z w tym roku w góry (w lipcu). Byłby to nasz pierwszy poważny wyjazd (5 lat temu byliśmy wspólnie z teściami na 3-dniowym weekendzie, ale oni są wprawionymi w boju traperami więc byli naszymi „przewodnikami”).
    No ale do rzeczy, oglądając zdjęcia w Internecie, strasznie „najarałam się właśnie na Białkę Tatrzańską Widok pełzającej między skałami rzeki Białki tak pobudził moją wyobraźnie, że już widziałam moje dziadki sielsko pluskające się nad jej brzegiem, a siebie w roli Witkiewicza malującą tatrzańskie pejzaże … W mojej wizji nie było oczywiście hordy turystów palących grilla na brzegu.
    Twój wpis mocno otrzeźwił moje myślenie i przypomniał, że zawsze „moja sielska wizja” wakacyjnego wypoczynku z dziećmi, ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Szczególnie wspominam pobyty nad naszym morzem, które są dla mnie traumą. Strasznie męczy mnie to nadmorskie bezguście, budy, gwar i tłok…. ale klimat dzieciom czasem trzeba zmienić, a moja wizja odludzie, domek, plaża i morze – jakoś nie mogę tego nigdzie znaleźć .. :)
    No i teraz mam dylemat. Z jednej strony chciałabym pojechać w miejsce gdzie będzie trochę atrakcji dla dzieci, szczególnie dla 7-latka, którego ulubionym słowem jest „ale nuda”. Naoglądałam się ofert extra pensjonatów, gdzie dzieci na pewno czułyby się jak w raju, ale oferty mają dwie małe wady: cena i opcja że młody nie będzie chciał nigdzie chodzić bo w hotelu będzie lepiej, ciekawiej, koledzy a nie jakieś „nudne łażenie po górach”
    Alternatywą dla takiego pobytu (bardziej który mi odpowiadał) jest jakaś agroturystyka, na uboczu gdzie byłyby zwierzęta, bliskość natury i coś dla dzieci bo boje się tylko żeby mój 7 latek nie wisiał na mnie, bo nie ma co robić…chociaż zwierzątka lubi.
    Przepraszam że tak się wyflaczyłam i rozpisałam ale czytając twoje relacje z pobytu z tatrzańskich zakątków, poczułam się tak, jakbym tam z wami była  i ze mamy bardzo podobne podejście do „wakacyjnego wypoczynku” (podobne rzeczy działają mi na nerwy), więc może jako bardziej doświadczona „podróżniczka” mogłabyś mi polecić jakieś fajne miejscówki. Wczoraj wygrzebałam jakąś ofertę agroturystyki Rzepka w czarnej górze, mają konia (można pojeździć ;), kozę, króliki, gospodyni robi swojskie jedzenie… boje się tylko czy to nie jakiś hardcore bo jest podejrzanie tanio… zdjęć niewiele..
    Poza tym oglądając zdjęcia w internecie można się czasem naciąć, szczególnie jeśli nie są to profesjonalne pensjonaty. Raz wykupiłam pobyt nad morzem, zdjęcia z jednej strony budynku z której był mały las, wydawało się ładnie - na miejscu okazało się że druga strona budynku leży na skrzyżowaniu 2 ruchliwych ulic, widok na budynki sąsiednie, teren nie ogrodzony, piaskownica – dziura w ziemi + 1 łopatka (chyba po prostu ktoś chciał stamtąd uciec jak z Alcatraz) … ale leżak przy drodze był - tak że na wypasie 
    No to tak że tego… jakbyś miała chwilę czasu to wspomóż radą, podaję priv. karbonada@o2.pl
    Pozdrawiam serdecznie
    Karolina :)
    Ps. Sorki za błędy bo na pewno coś się jeszcze znajdzie

    OdpowiedzUsuń
  3. Białka Tatrzańska to bardzo piękne miejsce. W tym roku mam zamiar wraz z mężem tam pojechać już po raz trzeci ;) Ale w tym roku chcemy spędzić ten czas bardziej na relaksie, niż na zwiedzaniu. Chcemy udać się do Terma Bania, by trochę odpocząć od codziennej gonitwy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cześć wszystkim. W Białce jestem średnio dwa razy w roku i uwielbiam to miejsce. Warunki narciarskie w zimę są rewelacyjne. Oczywiście lepiej przyjechać poza sezonem żeby uniknąć korków i stania w kolejce do wyciągu. Tak jeszcze dorzucę ze będąc we Francji na nartach zmieniając hotel w sezonie (przejeżdżając z jednej wsi do drugiej) jechaliśmy zamiast 1 godziny - aż 12!!! serio, nie kłamie! tak ze jeszcze mąż szedł na piechotę po paliwo na stacje.. nie ważne. Chodzi mi o to ze wszędzie mogą się zdarzyć korki. Wracając do tematu.. Ja osobiście wole Białkę zimą. Tu moje dzieci zaczęły naukę na nartach i nadal będziemy przyjeżdżać. Latem polecam Krościenko nad Dunajcem, jest mało ludzi, place zabaw, ścieżki piesze i rowerowe. A w Białce trzeba wiedzieć gdzie iść, jak zorganizować czas. A to co mnie wkurza najbardziej to te wszystkie plastikowe kolorowe urządzenia dla dzieci. Jakies autka, grające, świecące badziewia. Rzeczywiście tandeta aż przykro patrzeć. A można by inaczej, naturalniej. Ja omijam te miejsca szerokim lukiem. Termy - rewelacja. W pobliżu są również inne ale chyba te w Białce są najlepsze. Polecam tez basen w Nowym Targu. Placi się grosze a tez jest fajnie. zjeżdżalnia i brodzik jest, woda nie za gorąca, oraz mało ludzi. A jeszcze polecam Maruszyne, tylko ta część w wyższych partiach. przepiękny widok - panorama 360 stopni. Cisza spokój, nic sie nie dzieje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam w Krościenku 3 lata temu na wakacje - i niestety, jest tam dużo ludzi. To doskonały punkt wypadowy w Pieniny, dlatego w wakacje jest tam dziki tłum, podobnie jak w Szczawnicy.

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz.

Popularne posty z tego bloga

Siostra i brat, czyli jak nam się poukładały ostatnie dwa miesiące

"Będą jak bliźnięta. Już za rok córka będzie przekonana, że miała brata od zawsze" - powiedziała na którejś wizycie ginekolożka (pewnie na widok mojej niepewnej miny i generalnego zdenerwowania ówczesnym stanem rzeczy).

Moja siostra jest ode mnie dużo starsza. Kiedy ona szła do liceum, ja, gówniara, próbowałam śpiewać z playbacku Majkę Jeżowską na akademiach w podstawówce. Nie przyjaźniłyśmy się. Chciałam na siłę szybko dorosnąć, żeby się ze mną zakolegowała. W zasadzie się udało, ale dopiero całkiem niedawno. Wiadomo - mąż, dzieci, praca. Teraz, kiedy mamy jakąś wspólnotę doświadczeń dogadujemy się nawet nieźle. Wcześniej zdecydowanie nie. Dlatego chciałam, by moje dzieci miały więcej ze sobą wspólnego. Mała różnica wieku, którą im z mężem zafundowaliśmy miała temu sprzyjać. I muszę Wam napisać - jest bardzo dobrze!

Dzieciaki dogadują się ze sobą świetnie, mimo, że Polka porozumiewa się równoważnikami zdań (z lekką skłonnością ku sienkiewiczowsko-afrykańskiego diale…

Nie karmię piersią

Karmi się piersią. I już. I kropka. Niekarmienie piersią opatrzone jest współczującymi okrzykami, internetowym poklepywaniem po plecach i grupami wsparcia - bo wiadomo, że skoro piersią nie karmię, to musiało wydarzyć się coś absolutnie strasznego.

Nagłówki krzyczą, że w zasadzie nie trzeba mieć wyrzutów sumienia, że to nic złego, albo, że też można poczuć się jak pełnoprawna matka. Deprecjonujące podejście do niekarmienia piersią widać choćby w tych artykułach, które mówią, że od dziś już nie trzeba się tego wstydzić. Ergo - trzeba było (najwyraźniej do wczoraj), wyrzuty sumienia też trzeba było mieć. Wespół oczywiście ze świadomością szkody dla dziecka. Niekarmienie piersią - oblanie społecznego egzaminu z macierzyństwa.

Ale zaraz, chwileczkę. Zanim terrorystki laktacyjne zaczną piłować klawiaturę wyjaśnijmy kilka stałych w równaniu tego całego niekarmienia. Przede wszystkim nie twierdzę, że karmienie piersią jest mniej wartościowe. Nie twierdzę też, że karmienie butelką jest lepsze…