Przejdź do głównej zawartości

Posty

Tekst dnia

Day 7

Lubię moje ciało kiedy... kąpię się. A w zasadzie zaraz po kąpieli, kiedy skóra na nowo oddycha. Sama kąpiel też jest szalenie przyjemna. Ciepło wody na skórze rozluźnia moje ciało i czuję wtedy, jakby ktoś zdjął z moich barków ogromny ciężar. Po chwili przyzwyczajam się do temperatury i miarowo zwiększam ją o kilka przekręceń kurka. I tak co chwila, aż z rury leci tuwimowski urkop a ja coraz szybciej oddycham.

Po wyjściu z wanny można spokojnie wszystko zaczynać od nowa. Takie to ciało gotowe na nowe przygody!
Najnowsze posty

Days 3, 4, 5, 6

W moim ciele najbardziej lubię... swój mózg. Jest integralną częścią mojego ciała. I jestem z niego niesamowicie dumna. Ma unikalną budowę. Jest lekko nadpobudliwy, bo najwyraźniej potrzebuje więcej bodźców na rozruch niż inne znane mi mózgi. Ale jak już wystartuje to jako maszyna jest nie do zatrzymania. Kojarzy tak szybko, że aż para leci. Przyswaja wiedzę ekspresowo. A na dodatek dba o mój niezmiennie wysoki poziom humoru sytuacyjnego. Przy tym wszystkim sprawnie zawiaduje wszystkimi procesami życiowymi mojego organizmu. Mózg sprawia, że jestem, kim jestem. Po części kontroluje nawet mój temperament bo pięknie potrafi wyhamować, albo wręcz przeciwnie - nie nadąża za popędliwością serca i pozwala mi uwolnić całą tę drzemiącą we mnie ekspresję. Uwielbiam swój mózg.

Pozostając w obrębie głowy... lubię też moje włosy. Dużo czasu zajęło mi pogodzenie się z wrażliwymi na wilgotność pędami, które po przebudzeniu niezmiennie dają mi look Diany Ross. Moje włosy to po prostu lata 80-te. Bez r…

Day 2

W swoim ciele najbardziej lubię... swoje dłonie. Chyba dlatego, że widzę je wtedy, gdy podbijają świat. Patrzę na palce zaciskające się kurczowo na kierownicy, na zgrabne paznokcie pomalowane na piękny kolor, jak trzymają kubek z kawą albo uwijają się w ukropie po klawiaturze komputera.

Lubię patrzeć na swoje dłonie, kiedy wyrabiam ciasto, kroję, obieram, kiedy sprawnie coś zawijają albo zagniatają, są umazane oliwą z sałatki albo kleją się od słodkiego budyniu. Lubię, kiedy zanurzam dłoń w misce z mąką, kiedy pozwalam ziarenkom soczewicy oblec moją rękę z każdej strony. Te dłonie karmią całą moją rodzinę, wyczarowują przepiękne posiłki, układają pomidorki w sałatce, układają truskawki na cieście i kroją czekoladę do muffinek. Marynują mięsa, obierają rybę na obiad. Są wszechmocne.

Ale najbardziej lubię swoje dłonie (a w szczególności jedną dłoń), kiedy czuję w niej drugą, malutką rączkę mojego dziecka. Dzisiaj ta dłoń asekurowała małą dziewczynkę w drodze na jej pierwsze w życiu zako…

Simple pleasures - 30 days challenge

Ciało, ciało, ciało! Ostanio za dużo się tym przejmowałam. A może właśnie za mało? Skupiłam się na objętości i kondycji zapominając o czym to ciało świadczy. Przeczytałam gdzieś, że jak uda nam się połączyć ze swoim ciałem to ono zacznie nam się opłacać za bezwarunkową miłość i akceptację, którą powinniśmy je darzyć.



Ale jak się z tym ciałem na powrót zjednoczyć? Piszę "na powrót", bo przecież kiedyś nie mieliśmy problemów związanych z ciałem i kompleksami. To było mniej więcej wtedy, kiedy umieliśmy czerpać czystą przyjemność z lektury, myśleć ponad podziałami i przyjmować świat takim, jaki jest, z niegasnącym zachwytem. Czyli wtedy, kiedy byliśmy mali.

Patrzę na swoją córkę, na swojego syna, i widzę ile radości czerpią ze swojego ciała i jak ciałem pięknie wyrażają emocje. Chyba to właśnie czyni dzieci tak rozkosznymi. Mój mały chłopiec wprost cudownie wyciąga swoje roszczeniowe rączki i zamiast wołać wciąż i wkoło "daj, daj" zaciska nieustannie piąstki jakby już…

Dzień Ojca

Dzień Ojca to takie nietypowe święto. Do tego stopnia, że mój własny tata ze zdziwieniem odnotował życzenia składane mu 23 czerwca. Tak nagle? Jak to tak? Przecież nigdy dnia taty się nie obchodziło. A przynajmniej nie hucznie. A już z pewnością nie przez córki. Dzień Matki to wiadomo, że się należy - cały ten poród, zarządzanie rodziną, ostry chów nakazów i zakazów grzmiących codziennie z jej kuchennego azylu - a niech ma, jeden dzień w roku. Ale ojcu to już świętować nie wypada, bo i kiedy on w tym domu bywa, skoro ciągle w pracy? A jak nie w pracy... to co z niego za ojciec?

Kiedyś ojca traktowało się nomen omen po macoszemu. W zasadzie mógł spokojnie, ze swojego fotela przed telewizorem, obeserwować jak stopniowo zmniejsza się jego władza w rodzinie. Ojcowie akceptowali, że w życiu mają wpływ na coraz mniej rzeczy, a władzę przejmują kobiety - meble, ubrania, nawet jego ubrania, kuchnia, dzieci - cały dom (a co za tym idzie całe życie) było w nieformalnym władaniu kobiety. A on mi…

Juna Rose - marka plus size

Juna Rose to marka ubrań dla dziewczyn o moich kształtach. Kiedy przypadkiem w Fashion House (outlet) odkryłam sekcję z tymi właśnie ciuchami od razu zakochałam się w prawie każdej bluzce i z euforią przymierzałam niezliczone topy ukrywające sprytnie wystający brzuszek czy moje znienawidzone bingo wing na ramionach. Kupuję je do tej pory - kiedy mam przerwę w pracy wyskakuję na mały rekonesans i często wrazam z jakimś cudeńkiem za mikro ilość pieniędzy (bluzka za 25-30zł? To taniej niż w Lidlu!).



Co jest fajnego w ubraniach Juna Rose?

Chyba najlepiej służy im idea projektowania ubrań pod konkretną figurę - figurę plus size, dodajmy. To nie tak, jak w sieciówkach - po prostu rozszerzają rozmiarówkę do 50-tych rozmiarów bez pomyślunku jak osoba z brzuszkiem wyglądać będzie w topie zaprojektowanym dla płaskiej XS-ki. Juna Rose to modele, które nadwagę klientek mają wpisaną w styl i dlatego wyglądają na osobach krąglejszych o wiele lepiej niż po prostu XXL z Reserved.


Sekcje plus size w sie…

Płyty, które ratują mnie w drodze do pracy (i z pracy)

Znacie to - wiatr we włosach (albo klima), muzyka na full i pobłażliwe spojrzenia kierowców na światłach? Tak... są piosenki, przy których każdemu się zdarza. Śpiewać przy otwartym oknie z Whitney Houston i narobić sobie siary jakimś kiepskim kawałkiem słuchanym nieprzyzwoicie głośno. Mam tak i ja.

Zwłaszcza ostatnio, kiedy radio nie daje rady, co chwila słychać tam reklamy albo te same imprezowe hity (dla maluchów i dla starszaków), zdarza mi się odpłynąć przy płytach, które pętają się po aucie. Niezliczone ilości kompaktów i manewrowanie nimi doprowadza do szału każdego, a już mnie w szczególności, ale co tam - niezmiennie zaopatrzam się w kolejne czekając tylko, aż w moim aucie uda się zainstalować Spotify.

Lato już oficjalnie wyszło z kalendarza, świeci mi prosto w oczy, kiedy jeżdżę dziennie 45km w jedną stronę do pracy. A ja słucham. Słucham różnie - czasem tak, że Vin Diesel by się nie powstydził, czasem słucham "na hipstera" a czasem "na intelektualistkę" -…