Przejdź do głównej zawartości

Posty

Tekst dnia

Dieta uboga w puryny

Odebrałam swoje wyniki badań i bardzo się zdziwiłam, że jednak nie są idealne. Kwas moczowy we krwi był podwyższony. Lekarz zalecił mi dietę ubogą w puryny i kazał brać Persen forte, żeby trochę odetchnąć. Mówię, że serce galopuje mi jak szalone -  no to betabloker. I do domu.

Do kardiologa poszłam po znajomości a i ortopeda badał mnie zaprzyjaźniony. Zaraz, zaraz... ortopeda? Tak, otóż okazuje się, że wysoki poziom kwasu moczowego we krwi może mieć skutki w postaci bóli reumatycznych. Choroba znana pod nazwą dny moczanowej albo powieściowej podagry atakuje najczęściej duży palec u stopy. Ale może też zająć inne stawy - w moim przypadku staw ramieniowy. Choć pewności nie mam - trzeba by pobrać płyn i go zanalizować, co się nie wydarzyło, ale odkąd jestem na diecie ubogiej w puryny (dedykowanej właśnie obniżeniu poziomu kwasu moczowego w organizmie) ból zelżał. Duży palec u stopy stał się jakby mniej czuły na ostre powiewy klimatyzacji (wcześniej jakby nie zauważałam, że faktycznie tro…
Najnowsze posty

Days 8 to 30

Mogłabym wyliczać cechy swojego wyglądu, które w ostatnim miesiącu zaczęłam w sobie bardziej cenić. Ale ostatecznie skłaniam się ku jednemu, generalnemu wnioskowi - dobrze jest być.



Nie tyko wtedy, kiedy słońce opromienia twoją twarz, kiedy po ciele ślizga się chłodny, wieczorny wiatr. Także wtedy, kiedy czujesz pot spływający w upale po plecach a nogi bolą od wchodzenia pod górę. Wtedy, kiedy po ciężkim dniu w pracy zapadasz się w miękki fotel, albo gdy resztką sił wleczesz się do łóżka i opadasz w spokojną lekkość snu. Albo wtedy, kiedy budzisz się niewyspana/ny słysząc płacz syna i z piaskiem pod powiekami szukasz po ciemku butelki. Albo wtedy, kiedy małym palcem u nogi zahaczasz w środku nocy o walizkę. Kiedy czujesz zapach porannej kawy albo kiedy po lecie pełnym najlepszych lodów na świecie kupujesz spodnie o rozmiar większe.




Umiłowanie ciała łączy się nieodzownie z umiłowaniem życia i tego co robimy każdego dnia. Patrzenie na bliskich, miłość, obezwładniająca miłość - to coś, c…

Day 7

Lubię moje ciało kiedy... kąpię się. A w zasadzie zaraz po kąpieli, kiedy skóra na nowo oddycha. Sama kąpiel też jest szalenie przyjemna. Ciepło wody na skórze rozluźnia moje ciało i czuję wtedy, jakby ktoś zdjął z moich barków ogromny ciężar. Po chwili przyzwyczajam się do temperatury i miarowo zwiększam ją o kilka przekręceń kurka. I tak co chwila, aż z rury leci tuwimowski urkop a ja coraz szybciej oddycham.

Po wyjściu z wanny można spokojnie wszystko zaczynać od nowa. Takie to ciało gotowe na nowe przygody!

Days 3, 4, 5, 6

W moim ciele najbardziej lubię... swój mózg. Jest integralną częścią mojego ciała. I jestem z niego niesamowicie dumna. Ma unikalną budowę. Jest lekko nadpobudliwy, bo najwyraźniej potrzebuje więcej bodźców na rozruch niż inne znane mi mózgi. Ale jak już wystartuje to jako maszyna jest nie do zatrzymania. Kojarzy tak szybko, że aż para leci. Przyswaja wiedzę ekspresowo. A na dodatek dba o mój niezmiennie wysoki poziom humoru sytuacyjnego. Przy tym wszystkim sprawnie zawiaduje wszystkimi procesami życiowymi mojego organizmu. Mózg sprawia, że jestem, kim jestem. Po części kontroluje nawet mój temperament bo pięknie potrafi wyhamować, albo wręcz przeciwnie - nie nadąża za popędliwością serca i pozwala mi uwolnić całą tę drzemiącą we mnie ekspresję. Uwielbiam swój mózg.

Pozostając w obrębie głowy... lubię też moje włosy. Dużo czasu zajęło mi pogodzenie się z wrażliwymi na wilgotność pędami, które po przebudzeniu niezmiennie dają mi look Diany Ross. Moje włosy to po prostu lata 80-te. Bez r…

Day 2

W swoim ciele najbardziej lubię... swoje dłonie. Chyba dlatego, że widzę je wtedy, gdy podbijają świat. Patrzę na palce zaciskające się kurczowo na kierownicy, na zgrabne paznokcie pomalowane na piękny kolor, jak trzymają kubek z kawą albo uwijają się w ukropie po klawiaturze komputera.

Lubię patrzeć na swoje dłonie, kiedy wyrabiam ciasto, kroję, obieram, kiedy sprawnie coś zawijają albo zagniatają, są umazane oliwą z sałatki albo kleją się od słodkiego budyniu. Lubię, kiedy zanurzam dłoń w misce z mąką, kiedy pozwalam ziarenkom soczewicy oblec moją rękę z każdej strony. Te dłonie karmią całą moją rodzinę, wyczarowują przepiękne posiłki, układają pomidorki w sałatce, układają truskawki na cieście i kroją czekoladę do muffinek. Marynują mięsa, obierają rybę na obiad. Są wszechmocne.

Ale najbardziej lubię swoje dłonie (a w szczególności jedną dłoń), kiedy czuję w niej drugą, malutką rączkę mojego dziecka. Dzisiaj ta dłoń asekurowała małą dziewczynkę w drodze na jej pierwsze w życiu zako…

Simple pleasures - 30 days challenge

Ciało, ciało, ciało! Ostanio za dużo się tym przejmowałam. A może właśnie za mało? Skupiłam się na objętości i kondycji zapominając o czym to ciało świadczy. Przeczytałam gdzieś, że jak uda nam się połączyć ze swoim ciałem to ono zacznie nam się opłacać za bezwarunkową miłość i akceptację, którą powinniśmy je darzyć.



Ale jak się z tym ciałem na powrót zjednoczyć? Piszę "na powrót", bo przecież kiedyś nie mieliśmy problemów związanych z ciałem i kompleksami. To było mniej więcej wtedy, kiedy umieliśmy czerpać czystą przyjemność z lektury, myśleć ponad podziałami i przyjmować świat takim, jaki jest, z niegasnącym zachwytem. Czyli wtedy, kiedy byliśmy mali.

Patrzę na swoją córkę, na swojego syna, i widzę ile radości czerpią ze swojego ciała i jak ciałem pięknie wyrażają emocje. Chyba to właśnie czyni dzieci tak rozkosznymi. Mój mały chłopiec wprost cudownie wyciąga swoje roszczeniowe rączki i zamiast wołać wciąż i wkoło "daj, daj" zaciska nieustannie piąstki jakby już…

Dzień Ojca

Dzień Ojca to takie nietypowe święto. Do tego stopnia, że mój własny tata ze zdziwieniem odnotował życzenia składane mu 23 czerwca. Tak nagle? Jak to tak? Przecież nigdy dnia taty się nie obchodziło. A przynajmniej nie hucznie. A już z pewnością nie przez córki. Dzień Matki to wiadomo, że się należy - cały ten poród, zarządzanie rodziną, ostry chów nakazów i zakazów grzmiących codziennie z jej kuchennego azylu - a niech ma, jeden dzień w roku. Ale ojcu to już świętować nie wypada, bo i kiedy on w tym domu bywa, skoro ciągle w pracy? A jak nie w pracy... to co z niego za ojciec?

Kiedyś ojca traktowało się nomen omen po macoszemu. W zasadzie mógł spokojnie, ze swojego fotela przed telewizorem, obeserwować jak stopniowo zmniejsza się jego władza w rodzinie. Ojcowie akceptowali, że w życiu mają wpływ na coraz mniej rzeczy, a władzę przejmują kobiety - meble, ubrania, nawet jego ubrania, kuchnia, dzieci - cały dom (a co za tym idzie całe życie) było w nieformalnym władaniu kobiety. A on mi…