Przejdź do głównej zawartości

Planowanie wakacji - gdzie, jak, co? Niemowlę, przedszkolak i rodzice

Jeśli planowaliście kiedyś wakacje z jednym dzieckiem domyślacie się chyba, że z dwójką jest dwa razy więcej rzeczy do zabrania. Bo logistyka z czasem się udoskonala. Choć nadal wyjście na spacer to dla mnie przedsięwzięcie przekraczające moje zasoby poznawcze, to jakoś wyjazd z dzieciakami, choćby na weekend - przychodzi mi łatwiej. Choć notorycznie zapominam spakować całej rodzinie skarpetki - taka ot, moja pięta achillesowa.

Najlepszy jest spontan - taki z mema: "A może by pierdolnąć tym wszystkim i wyjechać w Bieszczady?". Pakujemy się i jedziemy: na weekend w Wiśle, na taniego Groupona, szybki lot do Mediolanu. Bierzemy co najpotrzebniejsze, resztę się dokupi. Niemniej jednak jest kilka rzeczy, które przed wyjazdem z dzieciakami lepiej przemyśleć. Podrzucam Wam więc mój niezbędnik rodzica przed wyjazdem.

1. Gdzie chcemy jechać?

Dylemat życia - czy niemowlęciu będzie za ciepło w środku lata na Sycylii, czy może jednak wybieramy bankructwo podczas nadmorskiego parawaningu na półwyspie? Choć przez lata wychowywano mnie w duchu prewencji na wypadek apokalipsy (zdrowotnej, społecznej, prawnej i w końcu żywiołowej) nie wydaje mi się, żeby jedynym miejscem odpowiednim na wakacje z dziećmi był Polańczyk Zdrój. Nie jestem też ekstremistką podróżniczą i nie będę ciągała swojej rodziny po amazońskich lasach. Ale już Chorwacja czy Toskania, a już z całą pewnością przewiewne wyspy typu Majorka czy Kanary - wydają mi się dobrą opcją. Podobnie jak agroturystyka w Kalwarii Kaszubskiej czy na Mazurach. Jeśli tylko unikamy skrajności i wybieramy warunki zbliżone do rodzimych (no, bo jak na dworze 44 stopnie to hipokryzją jest się wzbraniać przed wakacjami w Grecji) - można jechać. Tyle "etycznie".

Pragmatycznie należy jeszcze zastanowić się, czy państwo, do którego się wybieramy, jest w Unii Europejskiej. Jeśli tak - wystarczy wyrobić dziecku dowód osobisty. Jeśli nie - trzeba wyrobić paszport. Zajmuje to nawet do 6 tygodni, więc jeśli planujecie wyjazd za dwa - biegiem do urzędu. Swoją drogą, w obliczu ostatnich wydarzeń, ja i tak wybierałabym paszport. Nie wyobrażam sobie, że wyjeżdżam do kraju w Unii, a wracam już po jakimś Brexicie czy innym akcie secesji. Przezorny zawsze ubezpieczony, paszport się przyda.

Tak na dobrą sprawę, poza kartą NFZ i reakcją dzidziusia, tak na prawdę, nie mamy potwierdzenia własności dla takiego malucha, więc może i tak warto wyrobić dziecku jakiś dokument?

Dodatkowo, zastanówmy się, już po podjęciu decyzji, czy w obecnej sytuacji politycznej nasze miejsce docelowe gwarantuje naszej rodzinie bezpieczeństwo. I tak - nie jechałabym samochodem przez granice, na których zbierają się agresywni uchodźcy - na wyjazd w kierunkach takich jak Greja czy nawet Chorwacja lub Czarnogóra - wybrałabym samolot (jeśli w ogóle). Odpuściłabym sobie mniej turystyczne rejony tych politycznie popularnych państw i skupiła się na kurortach; dodatkowo nie pchałabym się np. na objazdówkę po Bałkanach. Mimo mojej olbrzymiej tolerancji i wiary w dobro - wzięłabym pod uwagę coś takiego jak terroryzm i unikała w te wakacje miejsc wielkoformatowych i strategicznych (Euro, dni młodzieży, zjazd NATO itp.) oraz stolic wielkich państw. 

To jak podróżujemy zależy bezpośrednio od tego, jakie temperamenty mają nasze dzieci. Przykładowo - moja córka tak uwielbia dynamikę i aktywne uczestnictwo w świecie, że lepiej podróżuje się z nią środkami masowego transportu, samolotami. Z kolei syn uwielbia kojący szum silnika i zasypia po pierwszym kilometrze jazdy. Ciężko jest nam więc wybrać sposób podróżowania odpowiadający wszystkim. 

Niemniej jednak jest kilka zasad, o których warto pamiętać personalizując tryb podróży:

- Niemowlę nie może zbyt długo siedzieć w foteliku samochodowym  - optymalne są 3 godziny, później konieczna jest dłuższa przerwa.

- Trasy dłuższe niż 8 godzin jazdy najlepiej zrobić z jakimś noclegiem pomiędzy startem a metą.

- Jazda nocą to debilny pomysł - piszę z własnego doświadczenia. Zmęczenie kierowców absurdalnie wysokie a rano, zamiast odsypiania, do opieki dziecko. No i bezpieczeństwo średnie bo uwaga niewyspanych rodziców próbujących na zmianę nie spać, kiedy organizm mówi coś innego - bardzo, bardzo słaba.

- Wszelkiego rodzaju stoliki do kolorowania i kredki mogące wbić się w nasze dziecko podczas hamowania czy kolizji są jeszcze głupszym pomysłem niż nocny maraton samochodowy. Zdecydowanie polecam Wam w tej kwestii tekst z bloga Foteliki Samochodowe Oczami Sprzedawcy (o tutaj).

- Polecam Wam szczerze foteliki tyłem RWF nawet dla starszaków (do 4 roku życia) - bo po prostu są bezpieczniejsze. Jeśli nie jesteście zanzajomieni z tym tematem przeczytajcie ten tekst - nie będę powielać argumentów, jednak pejoratywnie determinuję, że rodzice, którzy wożą przodem do 2,5 roku życia są albo niezorientowani, albo idioci.

- Zabezpieczenie przedmiotów w aucie - róbmy to z głową. Niech nic się nie wala bez potrzeby. Przede wszystkim: czy wiesz ile ważą rzeczy podczas zderzenia? Komórka standardowej wagi (200g) przy zderzeniu ok 50km/h uderza z siłą 6 kg! Walizka - 900kg. Torba z laptopem - 45kg, zwykła butelka z piciem - 30kg. Pies (15kg) rozpędza się i uderza z siłą 450kg, a zwykły tablet z siłą 15kg. Więc mając to na uwadze pamiętajmy: kabina auta to nie bagażnik! Płyty przechowujemy w uchwytach, drobiazgi w kieszeniach na drzwiach bądź siatkach za siedzeniami. Dodatkowo przy pojazdach typu combi/SUV stosujemy maty na bagażnik lub siatki trzymające bagaże w ryzach, jeśli mamy kratkę - ta wystarczy. Najcięższe przedmioty wkładamy na spód, żeby w przypadku hamowania nie nabrały pędu i nie "wjechały" w pasażerów z dużą siłą. Pasażer przedniego siedzenia nie wiezie nic na kolanach (chyba, że marzy, by torba z kanapkami odbiła się od poduszki powietrznej i uderzyła go w twarz z prędkością 300km/h - co kto lubi). Jest więcej takich zasad, ale zamiast je wszystkie tu przytaczać odeślę do playfulskoda.com, gdzie znajdziecie ich więcej.

- Warto pamiętać jeszcze o bezpieczeństwie w razie wypadku/awarii: gaśnicę, trójkąt i apteczkę wyciągamy na wierzch, żeby mieć do nich dostęp (ludzie uwielbiają je przewozić w schowku na koło zapasowe).

- Dziecko powinno jechać od strony pasażera. W razie wypadku łatwiej jest ratownikom dostać się do dziecka od strony pobocza. Poza tym - umieszczamy na szybie naklejkę, że jedziemy z dzieckiem. Wtedy, w razie wypadku, ratownicy najpierw szukają dziecka, potem dorosłych. Oczywiście jeśli mamy, jak ja, dwójkę dzieci - nie siedzą razem za pasażerem, rozdzielamy je bezpiecznie na dwa foteliki.

http://eighteen25.com/2015/07/disney-trip-fun-bags/

3. Wybieramy hotel/pensjonat/kwaterę/kemping

Typ wakacji, na jaki jedziemy musi być naszą decyzją. Nie polecam wakacji w stylu: bo koleżanka jechała tak tok temu i była zadowolona. Jeśli wolicie all inclusive bardziej niż camping i survival - go ahead. Jedyne, co mogę Wam zasugerować w kwestii wyboru lokalu wakacyjnego to upewnić się o ceny. Ile płacimy za dziecko powyżej 2 roku życia, czy faktycznie do 2 roku życia dziecko nocuje bezpłatnie (i czy taryfa obejmuje też wyżywienie!), jak wyglądają dopłaty, gdy mamy dwójkę  nie tylko jedno dziecko poniżej 2 roku życia itp. Wszystko to są rzeczy, które lubią wychodzić dopiero przy rachunku.

Dodatkowo polecam Wam stronkę dzieciochatki.pl - znajdziecie Tam bazy lokalowe, hotelowe, pensjonaty, kwatery, agroturystykę - wszystko, nastawione głównie na dzieci; opis atrakcji, ceny i terminy.

Na Grouponie szukajcie w zakładce wakacji rodzinnych (często uwzględniają już dzieci i nie trzeba o nic dopytywać).

4. Co zabieramy?

Ciężki temat i sama miałam dylemat - czy pożyczane od Szwagra combi pomieści nasz dobytek, ale przemyślałam sprawę i w tym roku zastosuję metodę całkowitej eliminacji rzeczy. To czym dysponują hotele to zazwyczaj: ręczniki, suszarka do włosów, łóżeczko turystyczne i pościel dziecięca, krzesełko do karmienia, podstawowy zestaw naczyń, czajnik w pokoju, mała lodówka do dyspozycji gości  - nie biorę niczego z tego zestawu. Na miejscu (każdym) można też kupić: pieluszki, chusteczki do pupy, waciki do mycia pupy, słoiczki itp. - tego też nie pakuję (jedynie zestaw na podróż). Podobnie mleko modyfikowane czy proszek do prania.

To, co musimy zabrać to: ubrania, kurtki, buty, kosmetyki, jedzenie na podróż (jeśli potrzebne).

http://we3travel.com/free-kid-travel-journal-printable/


To, co można znaleźć w sieci w wersji podróżnej też się przyda, ale z doświadczenia wiem już, że w designerskim krzesełku podróżnym dziecko nie chce siedzieć, ostatecznie i tak kąpałam córkę na szybko w umywalce zamiast dmuchać wanienkę przenośną a butelka z wkładami do podgrzewania mleka w podróży od dwóch lat leży nieużywana. Taki już los gadżetów. Są jak zapracowany, podstarzały prezes - good on paper.

To tylko wierzchołek góry lodowej zbudowany na paranoi matki (i mojej matki, i jej matki...). Zapobiegliwość mam w genach, planowanie uwielbiam, więc poświęcam temu sporo czasu. By inni nie musieli - wrzucam na bloga. Tyle rzeczy przychodzi mi na myśl w związku z wakacjami, listy tworzą się w zastraszającym tempie. A i tak w dniu wyjazdu pokłócimy się z mężem o brak spryskiwacza do szyb.


Pozdrawiam Was ciepło,
Olga




Dziękuję, że mogłam gościć Cię na moim blogu. To bardzo prywatne miejsce, ale przecież tworzone z myślą o Was, czytelnikach. Wiem, że jest Was całkiem sporo, dlatego ciągle piszę. Piszcie i Wy, komentujcie, bo Wasz głos jest dla mnie jedyną przyjemnością, jaką czerpię z pisania. Każdy komentarz robi tego bloga jeszcze lepszym i ciekawszym miejscem.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Z punktu widzenia mamy: Białka Tatrzańska - miejsce na urlop z dzieckiem?

Rodzinny wypoczynek w Białce Tatrzańskiej? To chyba jakiś żart. Wybierając to miejsce kierowałam się raczej udogodnieniami w hotelu i dobrą ofertą cenową, niż urokami miejscowości. No, bo kto z Was liczy na urocze i rodzinne chwile w zatłoczonym górskim top ten wakacyjnych wyjazdów?

Najgorzej byłoby chyba w samym Zakopanym. Białka Tatrzańska, Poronin i Bukowina Tatrzańska są na drugim miejscu jeśli chodzi o gwar, tłok i brak odpowiedniej infrastruktury urlopowo-dziecięcej. Samo miasto to tak na prawdę wieś biegnąca wzdłuż przelotowej trasy Zakopane-Nowy Targ. Ruch samochodowy jak w dużym mieście, chodnik wąski i tylko z jednej strony. Żadnych barierek - podziwiam rodziców puszczających swoje dzieci solo na takiej trasie. Wędrując z Kaniówki (gdzie mieszkaliśmy) do centrum Białki mija się najpierw enklawę pensjonatów dwugwiazdkowych i typowy polski, wakacyjny relaks. To oczywiście domy typu "U Joanny" czy "Pokoje u Basi" (przy dobrych wiatrach "Pensjonat pod Ta…

Siostra i brat, czyli jak nam się poukładały ostatnie dwa miesiące

"Będą jak bliźnięta. Już za rok córka będzie przekonana, że miała brata od zawsze" - powiedziała na którejś wizycie ginekolożka (pewnie na widok mojej niepewnej miny i generalnego zdenerwowania ówczesnym stanem rzeczy).

Moja siostra jest ode mnie dużo starsza. Kiedy ona szła do liceum, ja, gówniara, próbowałam śpiewać z playbacku Majkę Jeżowską na akademiach w podstawówce. Nie przyjaźniłyśmy się. Chciałam na siłę szybko dorosnąć, żeby się ze mną zakolegowała. W zasadzie się udało, ale dopiero całkiem niedawno. Wiadomo - mąż, dzieci, praca. Teraz, kiedy mamy jakąś wspólnotę doświadczeń dogadujemy się nawet nieźle. Wcześniej zdecydowanie nie. Dlatego chciałam, by moje dzieci miały więcej ze sobą wspólnego. Mała różnica wieku, którą im z mężem zafundowaliśmy miała temu sprzyjać. I muszę Wam napisać - jest bardzo dobrze!

Dzieciaki dogadują się ze sobą świetnie, mimo, że Polka porozumiewa się równoważnikami zdań (z lekką skłonnością ku sienkiewiczowsko-afrykańskiego diale…

Nie karmię piersią

Karmi się piersią. I już. I kropka. Niekarmienie piersią opatrzone jest współczującymi okrzykami, internetowym poklepywaniem po plecach i grupami wsparcia - bo wiadomo, że skoro piersią nie karmię, to musiało wydarzyć się coś absolutnie strasznego.

Nagłówki krzyczą, że w zasadzie nie trzeba mieć wyrzutów sumienia, że to nic złego, albo, że też można poczuć się jak pełnoprawna matka. Deprecjonujące podejście do niekarmienia piersią widać choćby w tych artykułach, które mówią, że od dziś już nie trzeba się tego wstydzić. Ergo - trzeba było (najwyraźniej do wczoraj), wyrzuty sumienia też trzeba było mieć. Wespół oczywiście ze świadomością szkody dla dziecka. Niekarmienie piersią - oblanie społecznego egzaminu z macierzyństwa.

Ale zaraz, chwileczkę. Zanim terrorystki laktacyjne zaczną piłować klawiaturę wyjaśnijmy kilka stałych w równaniu tego całego niekarmienia. Przede wszystkim nie twierdzę, że karmienie piersią jest mniej wartościowe. Nie twierdzę też, że karmienie butelką jest lepsze…