Przejdź do głównej zawartości

Posty

WORK - LIFE - STUDES - BALANCE

No dobra, dość narzekania. Dałam się ostatnio chandrze zimowej, pewnie za mało łykam witaminy D i pozwoliłam sobie na tę publiczną dystymię. Ale trzeba brać byka za rogi i znaleźć jakiś sposób na codzienność - no dobra, kilka sposobów. Trudno jest utrzymać tzw. work-life balance . A ja muszę dopchać do tego jeszcze studia. Nie tylko znaleźć czas na rodzinę i czerpać radość z pracy (do której też muszę się przygotować), ale też mieć na tyle jasny i klarowny mózg, żeby przyswoić wiedzę do egzaminów (i późniejszej, odpowiedzialnej praktyki psychologicznej!). Jak to osiągnąć? Kilkoma sposobami: 1. Life Kiedyś usłyszałam taką anegdotkę sytuacyjną: kobieta siedzi w łazience, wnikliwa obserwacja pozwala na wnioski: już z dwa tygodnie nie sprzątałam - myśli sobie. I jeszcze trzeci nie posprzątam - dodaje, po czym z satysfakcją wychodzi. Cóż więcej dodać? W zeszłym roku wprowadziłam zasadę: w czasie sesji nie prasuję. Najwyraźniej też nie sprzątam. Adaś już pięknie chodzi, więc nad czys...

Depresja zimowa: między pracą a domem

Moje koleżanki nawet nie wiedzą ile z nimi rozmawiam... Przeczytałam właśnie wpis u Zuzi ( o ten ) i wymieniłam z nią tysiąc uwag, myśli i komentarzy. Chwilkę konwersowałam z Matką Farmaceutką (która swoje blogowanie porzuciła chyba do czasu wyjazdu dzieci na pierwsze kolonie), ale zawiesiłam się po pierwszych cyfrach i resztę kontynuowałam w głowie. Zuza pisała o trudach macierzyństwa, a ja tęskniłam za swoimi i żal mi się strasznie zrobiło, że mam już ten etap za sobą. Pamiętam też jak kurwowałam na monotonię tych spacerów, obiadków i prania, jak żyłam perspektywą pracy i czymkolwiek poza domowym ogniskiem. A teraz mam wrażenie, że to była istna sielanka pełna ochów i achów nad kolejnymi etapami dziecięcego rozwoju. Żyłam zachłyśnięta własnym talentem organizacyjnym i w zasadzie byłam dość kontent z tego domowego kieratu Matki Polki - tak myślę teraz (żeby nie było). Bo każdy kij ma dwa końce i stagnacja macierzyńska też bywa depresogenna. A potem poszłam do pracy. Do fajnej prac...

Plan na 2017

Postanowienia noworoczne mają to do siebie, że zawsze upycha się je gdzieś między idealnym a realnym. Z jednej strony - chciałabym raz w tygodniu na siłownię (i to najlepiej od 1-go stycznia już zaraz, natychmiast), a zamiast tego mamy 15-go i dopiero zabieram się za usystematyzowanie własnych myśli. O wpół do pierwszej kolejnego dnia! Wydzieranie resztek sensownych zdań z objęć Morfeusza nie wydaję się stylistycznie dobrym pomysłem, ale jak nie teraz, to kiedy? Kiedy? - się pytam, skoro dwoję się i troję, żeby być jednocześnie w pracy i w domu, na uczelni i w sklepie, u kosmetyczki, na kawie z koleżanką i w tym samym czasie porządnie się wyspać? Tu nie chodzi już nawet o słynne rozciągnięcie doby albo zmieniacz czasu Hermiony Granger, ale o współistnienie w światach równoległych. Macierzyństwo - poziom fizyki i zaginania czasoprzestrzeni, któremu nawet mój-ulubiony-ostatnio Feynman by nie sprostał! Mam tylko jedno postanowienie noworoczne. Pewnie nie uda się w 100%, ale będę bar...

Być matką pracującą

Myślałam, że trudno jest być mamą, i to mamą dwójki dzieci na macierzyńskim. Drwiłam z kogoś, kto nazwał ten magiczny czas urlopem i zasypiałam umęczona po dniówce w towarzystwie najbardziej energicznych maluchów na świecie. Z pietyzmem dbałam o mieszkanie i z błogością łapałam półgodzinne drzemki potomstwa, kiedy to mogłam w spokoju wypić kawę. Teraz z nostalgią wspominam ten czas. Okazuje się, moi drodzy, że matka pracująca to kierat o wiele cięższy. Luksus skupienia się na jednej tylko rzeczy i możliwość porzucenia wielozadaniowości na rzecz spokojnej pracy nie równoważy trudów rezygnacji z aktywnego macierzyństwa. Pracująca matka bardzo dużo traci. Kiedy łapiesz jedynie 2-3 ostatnie godziny dnia z dziećmi, po czym zbyt zmęczona by zająć się domem padasz na kanapę przed telewizorem - nie można mówić o satysfakcjonującym życiu rodzinnym. Nagle maminy całus przestaje być lekarstwem na wszystko. Po jakimś czasie orientujesz się, że twój mozolnie wypracowany system poszedł...

Prezenty, Mikołajki i ja

Jak już wcześniejszy post sugeruje: idą Święta. A wraz z nimi bezsensowne prezenty, które nie sprawiają radości ani dzieciom, ani rodzicom. Prezent to mechanizm nagrody - i to nagrody dla rodzica. Wszystkie niedostatki w rodzicielstwie chcemy sobie rekompensować chwilową radością dziecka, choćby nawet ta super droga zabawka miała za chwilę wylądować popsuta w kącie. I do tego cena: im wyższa, tym większą satysfakcję z obdarowywania ma rodzic (w tym przypadku oczywiście rodzić bo zasada jest generalna). Jest taki odcinek Przyjaciół , gdzie Phoebe zakłada się z Joey'em, że wykona bezinteresowny gest pomocy. Oczywiście nic z tego, bo każde działanie przynosi ostatecznie korzyść jej samej - choćby w formie satysfakcji właśnie i dobrego samopoczucia. Dokładnie tak samo działa obdarowywanie innych. Żeby jednak jakoś z tego wybrnąć można przyjąć, że naszą korzyścią będzie nie tyle jakość produktu, co szczera radość obdarowywanego, choćby oznaczało to podarowanie dziecku pod choinkę gu...

Idą Święta

Nauczanie języków ma to do siebie, że co jakiś czas pojawiają się lekcje tematyczne - albo zima, albo Święta. Rozmawiam więc o kulturowym aspekcie Świąt, zestawiam Mikołaja z 6-go grudnia z tym z reklam Coca-Coli. Na korytarzu dyskutuję z paniami o tym czy już brać się za zakupy świąteczne, czy też krojenie kapusty powinno jeszcze trochę poczekać. Mimo tego, co próbują nam narzucić wystawy sklepowe i nachalne piosenki o Świętach w radiu - panuje chyba powszechna niechęć do tego specyficznego czasu w roku. Ludzie zwyczajnie nie lubią Świąt, i jak tak o tym słucham, to w sumie się nie dziwię. Zupełnie nie wiem skąd bierze się presja związana z Bożym Narodzeniem. Nie tylko nie wiem co to jest "świąteczna gorączka" - poza oczywiście klasykiem filmowym - ale też nie czuję się komercyjnie zdominowana reklamami i sklepową, świąteczną jarmarcznością. W moim domu atmosfera świąteczna gęstnieje z czasem i wszelkie spory wybuchają na tle nagromadzenia wielu wyjątkowych osobowości na...

Kolejny rok macierzyństwa

Dziś minął rok, odkąd zostałam mamą po raz drugi. Mam cudowne dzieci: córkę, w której widzę siebie samą, moją małą, prywatną elektrownię pozytywnej energii i syna, pogodnego, radosnego chłopczyka, który szturmem zdobywa świat. Muszę Wam powiedzieć, że mimo wszystko - uwielbiam być mamą. Piszę "mimo wszystko", bo to w gruncie rzeczy nie jest takie oczywiste. Patrzę wstecz na ten ostatni rok i widzę, że było cholernie ciężko. Pamiętam jak cesarka dosłownie zwaliła mnie z nóg. Do tej pory nie potrafię się po niej pozbierać. Moje ciało jest jak poligon po ciężkiej walce. Nigdy nie byłam jedną z tych matek, które ulegają presji społecznej i wkręcają się w eko-fit styl bycia. Nie wróciłam więc do formy "sprzed ciąży" (bo umówmy się, ostatnio "w formie" to byłam chyba w latach 90-tych!) - wręcz przeciwnie - dumnie obnoszę się z pociążową baby weight  i wmawiam światu, że jestem pewną siebie kobietą, która świetnie czuje się w plus size . Po ciąży zmieniło się...