Wiosna, droga blogosfero, wiosna. W Biedronce żonkile za niecałe 5zł, tulipany i nagle w domu (bo oczywiście wzięłam je ze sobą) zapachniało jak Baryce wracającemu do ojczyzny - wiosną. Przedwiośnie, podłe, brunatne, z szarym, mętnym niebem, zimne i niedostępne przedwiośnie, zło przejściowych pór roku - powoli odchodzi do przeszłości. Mimo, że rano, o 6, kiedy wybiegam do pracy ziemia nadal zmarznięta i szyby w aucie oszronione - wiosnę czuję. Wkładam lekki płaszcz - mimo wszystko. Szybka, poranna przebieżka po sprawunki pracowo-domowe. Temperatura pewnie w granicach 8 stopni, niby ciepło, ale wiatr przenikliwie zimny. A słońce grzeje buzię, aż miło. Myślę sobie - tak chcę. Żeby mnie takie ciepełko łaskotało w przymknięte powieki a zimny wiatr przynosił opowieści znad siedmiu mórz. A po 11 będzie już tak ciepło, że aż schowam płaszcz do przepastnej torby i w krótkim rękawku będę paradować sobie po włoskiej promenadzie, pić espresso w przerwie na kawę, podglądać turystów z wyżs...